Prawo 
 
Problem fundamentalizmu
pro Bono Bo
Oglądając ostatnio wiadomości w mediach narodowych, czy też ich echa w pozostałych mediach publicznych trudno oprzeć się wrażeniu, że jedna z głównych linii podziału jakie stosowane są w technice „dziel i rządź” – dotyczy problemu imigrantów z bliskiego wschodu.

Budowa społeczeństwa wielokulturowego nie jest prosta i naiwnością jest wierzyć, że wystarczy zebrać przedstawicieli wielu różnych kultur w jakimś ograniczonym miejscu, by takowe powstało. Podobnie jak nie wystarczy zwiezienie kilku wywrotek materiałów budowlanych na stertę, by powstał dom. Tworzenie mieszaniny kulturowej, potrzebnej do stworzenia społeczeństwa twórczego, jest procesem skomplikowanym i wymagającym.

Napisałem, że wielokulturowość jest potrzebna. Może nie w czasach obecnych, gdy siłą wytwórczą są wciąż jeszcze ludzie a nie maszyny i napędzająca je energia. Już w niedalekiej przeszłości, siła rąk i robotniczy etos pracy stracą zupełnie na znaczeniu, a wnioskowania na dowolnie zadany temat będzie prowadziła sztuczna inteligencja. I jeśli człowiek będzie miał w tym systemie przetrwać, będzie zobowiązany także coś wnieść od siebie. Wydaje się, że wymaga to uwolnieniu się z więzów narzuconych przez poszczególne kultury i pójście drogą poszukiwań kierowanych inteligencją emocjonalną – intuicją1.

Próby łączenia kultur wcale nie są nowe, choć datują się na wyraźne przyspieszenie ewolucji społeczeństw związanych z epoką przemysłową, w której efektywny był nie robotnik który potrafił przez szesnaście godzin na dobę machać łopatą, ale taki który potrafił kreatywnie podejść do swojej pracy i ją modernizować. Ten typ robotnika oczywiście ewoluował, ale kolejne lata stawiały coraz to nowe wymagania związane z rosnącą złożonością obsługiwanych maszyn i procesów. Warstwy społeczne zaczynały się na brzegach rozmywać, pozwalając na swobodniejszy przepływ umiejętności i talentów, jeszcze bardziej napędzając postęp. Postęp następujący także w naukach społecznych, których obserwacje i wnioski zaczęto stosować już nie tylko do zrozumienie zachowań społeczeństw, ale także, a może nawet – przede wszystkim – do ich formowania. Przykładem próby takiego działania, na stosunkowo szeroką skalę, była budowa „Nowej Huty”, w której robotnicy mieliby wychowywać kolejne pokolenia w towarzystwie zaplecza kulturalnego i inteligenckiego – Krakowa. Eksperyment udał się tak sobie, dowodząc, że mikrospołeczności lepiej czują się we własnym towarzystwie.

Separacja nie musi oznaczać agresji. Jeśli każda społeczność zajmuje swoją niszę w zasadzie nie dochodzi do konfliktów. Problem rozpoczyna się, gdy (jak mówią biolodzy) – brakuje zasobów, albo (jak mawiają ekonomiści) dochodzi do zachwiania równowagi podziału dóbr. Jeśli zasoby potrzebne (lub niepotrzebne) do życia są ograniczone, lub jeśli są dystrybuowane nierównomiernie, pojawiają się mechanizmy ograniczające liczność populacji – walka o teren. Jako zwierzęta stadne, walka o przetrwanie rozgrywa się nie pomiędzy osobnikami, ale pomiędzy „stadami” – a więc grupami które maja jakąś cechę świadczącą o przynależności do tego czy innego stada – dająca poczucie wspólnoty. Może to być kolor skóry, ale może też – uznanie tego czy innego przywódcy, albo tego czy innego światopoglądu2.

Całkowitej równości, jak uczy nas najnowsza historia, nie daje się osiągnąć, chyba że jest to równość polegająca na tym, że nikt nie ma dostępu do niczego – ale trudno nazwać wymieranie stabilnością. Jednak aby doszło do zamieszek, czy w szerszej skali – do rewolucji, nierówność musi być stosunkowo ostra.

Poniżej tej granicy może skutecznie funkcjonować prawo, stanowiące gwarancję pewnej równowagi. Równowaga ta może się komuś nie podobać, ale współczesne prawo nie zabrania w zasadzie żadnego awansu, zapewniając wolność poprzez jej ograniczanie. Tyle że ograniczenie dotyczy wszystkich, więc stanowi swego rodzaju warunki zewnętrzne. I dopiero wtedy gdy zaczyna stanowić mechanizm nacisku – zaczyna się niezadowolenie. Niezadowolenie które nie jest już niezadowoleniem indywidualnym, ale łączy w większe i silniejsze – grupy. Przy czym prawo to nie musi być prawem skodyfikowanym. Może wynikać z przyzwyczajeń lub być indukowane w procesie wychowania a później indoktrynacji – na przykład poprzez wywoływanie lęków czy podsycenie uprzedzeń.

Wracając do prawa – jeśli jest wspólne dla wszystkich - ma ono funkcje scalającą. Jeśli jednak jakaś grupa ma inne pojęcie prawa – zaczyna się kłopot. Szczególnie kłopotliwe są w takich sytuacjach emocje, a do najsilniejszych – należą emocje związane z postawą systemu oceniania – czyli z religią.

A tu mamy do czynienia ze swoistą kolizją. Prawo – trochę dla świętego spokoju i aby społeczności nie różnicować – zapewnia wolność wyznania, i to każdego. Niestety również takiego które postuluje własne prawo, oczywiście korzystniejsze dla siebie. I jeśli jego wyznawców jest niewielu – to dla świętego spokoju i po to by przetrwać, stosują się do jednego i drugiego. Jeśli jednak populacja jest wystarczająco liczna – to znajdzie się element ekstremalny który będzie postulował własne prawa. I znów – mówimy to o prawach w szerokim znaczeniu, a nie tylko w znaczeniu skodyfikowanego prawa. Na przykład prawo do posiadania racji, chociażby z tego powodu że w odróżnieniu od innych poznało się Prawdę. Nawet jeśli jest podejrzanie dziwna i wymaga składania ofiar ze świeżych owoców.

Takie ekstrema, z punktu widzenia społeczności należy traktować jak jednostki atakujące mające za zadanie zarzucenie własnych praw, a więc dostosowanie środowiska społecznego do własnych potrzeb. I taki atak może zostać odparty – albo może się powieść. W pierwszym wypadku może nastąpić chwilowe dostosowanie, a drugim, śmierć państwa i jego pożarcie przez nowo tworzone struktury państwowe oparte na religijności. I wbrew pozorom nie jest to patologia, ale zupełnie naturalne formowanie się młodego państwa.

Co ważne – każde ekstrema, wygrywając – niszczą państwo, tworząc nowe bazujące na własnych wzorcach. Przy czym ekstrema napływowe, są łatwiejsze do rozpoznania i muszą być znacznie silniejsze, bo łatwo je rozpoznać a poza tym wyraźnie naruszają spokój. Ekstrema wewnętrzne nie muszą być tak silne by spowodować realne zagrożenie, bo głoszą utrzymanie spokoju i przywilejów.

Niestety są niezwykle użyteczne jeśli trafi się na wyjątkowo ambitnych i pozbawianych samokrytycyzmu – polityków, szczególnie jeśli mają charyzmę.


1
 wypada liczyć na to, że maszyny szybko jej nie dostaną. W przeciwnym wypadku będziemy jedynie wyjątkowo dziwnym sposobem utylizacji tego co maszyny wytworzą. Ciekawe kiedy wpadną na to jakie oszczędności można by zrobić gdyby nas wyeliminować
2
 celowo nie wspominam tu o narodach – traktując je jako pewną rodzinę światopoglądów
 
Opinie
 
Facebook
 
  
2448 wyświetleń

numer 7/2017
2017-07-02

Od redakcji
Elektronika
Felieton
Film
Informatyka
Kącik poezji
Matematyka
Prawo
Rozmaitości
Wakacje

nowyOlimp.net na Twitterze

nowy Olimp - internetowe czasopismo naukowe dla młodzieży.
Kolegium redakcyjne: gaja@nowyolimp.net; hefajstos@nowyolimp.net