Historia 
 
RIESE
WGan
Wakacje się kończą, więc w połowie tygodnia pada pomysł – trzeba się gdzieś wybrać. Pogoda trochę niepewna, bo w zasadzie ma być ciepło, ale mogą się pojawić burze, więc nie ma sensu zbyt dużo wędrować. Pada pomysł – by zobaczyć na własne oczy podziemnie hale które podobno są w Górach Sowich i które budzą sporo sensacji wśród tropicieli tajemnic historii i poszukiwaczy skarbów oraz przygód. Daleko nie jest. Jedziemy!

Kompleks RIESE, którego ruiny znajdują się w Górach Sowich, rozpoczęto budować w połowie 1943 roku i nigdy nie ukończono. Po ponad 70-ciu latach możemy oglądać go w takim stanie do jakiego go doprowadzono. Korytarze porzucono w trakcie wykuwania, choć niektóre korytarze mają już gotowe betonowe ściany i stropy nad którymi przygotowano pojemne kanały techniczne, jednak żadne instalacje, poza odwodnieniem nigdy nie były tam instalowane, dlatego tak trudno odgadnąć charakter tego miejsca. Krążą legendy o ogromnych korytarzach do których mógł wjechać cały pociąg, czy o halach w których miałaby być produkowana najnowocześniejsza broń. Można też natknąć się na hipotezy dotyczące budowy niemieckiego latającego talerza z napędem antygrawitacyjnym. Trafiają się nawet hipotezy o współpracy z obcymi cywilizacjami. Wszystko to brzmi to na tyle sensacyjnie, że trzeba to zobaczyć, zwłaszcza, że niemal wszystko jest udostępnione do zwiedzania, a nawet przygotowane są różnego rodzaju ekspedycje – dla lubiących gry przygodowe, a i dla osób które chcą wnieść swój wkład do rozwiązania zagadki (w miarę swojej wiedzy i umiejętności) – też coś się znajdzie.

 

RAISE nie było pojedynczym miejscem, a nawet jeśli jako takie było planowane, prace rozpoczęto jednocześnie w kilku miejscach. Czy docelowo miały być ze sobą połączone – trudno powiedzieć. Patrząc na plany istniejących chodników w Osówce, łatwo zauważyć, wydłużone chodniki idące w stronę podobnych kompleksów Włodarz i Rzeczka.

 

 

Zwiedzanie rozczynami od sztolni na granicy Walimia i Rzeczki. Stolnie dość proste – trzy korytarze biegnące poziomo i stanowiące wejścia, oraz dwa niedokończone, szersze i wyższe korytarze. Na zwykły korytarza – za duże, a na hale fabryczne – stanowczo za małe. No chyba że produkcja byłaby tu symboliczna – ale to trudno pogodzić z kosztami budowy – które były, mimo zatrudniania więźniów – kolosalne. Na kopalnię też to raczej nie wygląda. Skała z której zbudowane są okoliczne góry – stabilna i twarda, w tym rejonie niczego specjalnego nie zawiera. W okolicy są co prawda złoża arsenu, uranu, srebra złota a także węgla kamiennego, ale akurat w okolicy kompleksu REISE – z bogactw naturalnych – są głównie drzewa.

 

Przy wejściu – niespodzianka – doskonale przygotowania, niemal gotowa do użytku wartownia zapewniająca broniącym, nie tylko doskonałe podle ostrzału, ale także pozwalająca na rzucanie granatów w kierunku wejścia. Co dziwne – taka wartownia jest zbudowana tylko przy jednym z trzech wejść. Zupełnie jakby pozostałe miały zostać zabetonowane po ukończeniu prac wewnątrz. Wartownia nie była więc zbudowana by pilnować pracujących więźniów, lecz miała służyć już po uruchomieniu kompleksu – jako obrona tego co jest wewnątrz.

 

Jeśli więc nie fabryka – to czym miałby być tajemniczy kompleks? Niektórzy sądzą, że miała to być kwatera sztabu armii. Na taką jednak przygotowywano znajdujący się niedaleko zamek Książ, także posiadający podziemia które mogłyby służyć jako schrony.

 

Zwiedzając sztolnie w Rzeczce, możemy nie tylko zobaczyć to co zostało w ramach projektu REISE zbudowane, ale także posłuchać i historii tego miejsca. Niestety co do przeznaczenia usłyszymy tylko przypuszczenia. Budowę przerwał koniec wojny i próżno szukać to jakichkolwiek śladów wskazujących na przeznaczenie kompleksu. Planów nie ma, a przynajmniej oficjalnie nikt o nich nie wie. Osoby które coś wiedziały – już nie żyją – w końcu od zakończenia wojny minęło ponad 70 lat. Obiekt nigdy nie interesował wojskowych – choć to nie powinno dziwić. Nawet budowa rękami więźniów była tak kosztowna, że stanowiła spore wyzwanie dla budżetu III Rzeszy i z tego powodu była krytykowana także przez członków sztabu generalnego. Mimo to prace posuwały się dość szybko co wskazywałoby na duże znaczenie strategiczne tej inwestycji.

 

Kompleks Osówka wygląda jeszcze bardziej tajemniczo. Także tu – przy wejściu znajdziemy stanowisko karabinów maszynowych. Korytarze i chodniki są miejscami wykończone i niemal gotowe do użycia. Hale – jakby większe, ale wciąż za małe do proc produkcyjnych. Jednak tu, oprócz instalacji podziemnych możemy obejrzeć także dwa budynki których przeznaczenie jest równie tajemnicze jak przeznaczenie podziemnego kompleksu.

 

Aby do nich dotrzeć, musimy przejść kilkaset metrów w górę czarnym szlakiem. Niedaleko szczytu wzgórza znajdziemy ukończoną konstrukcję budynku zwanego kasynem, a nieco poniżej – fundamenty dziwnej konstrukcji nazwanej siłownią. Nieco poniżej „kasyna”, obok którego znajdziemy dziwne konstrukcje przypominające zbiorniki na kruszywo, znajduje się wylot szybu łączącego podziemne korytarze z powierzchnią. Szybu który ma 8 metrów średnicy i około 50m głębokości.

 

Czym więc mógł być dziwny kompleks? Na fabrykę – był stanowczo zbyt mały, ale wystarczająco duży, by zorganizować nim laboratoria pracujące nad nowoczesną bronią. Czas rozpoczęcia prac zbiega się z rozpoczęciem prac nad budową bomby atomowej zarówno w Stanach Zjednoczonych jak i w Związku Radzieckim. Czy więc w dolnośląskich podziemiach mała powstać niemiecka bomba atomowa?

 

 

Nie ma na to dowodów, ale jest sporo poszlak, chociaż nie brakuje także poważnych wątpliwości. Po pierwsze – obszar ten był pilnie strzeżony także po zakończeniu prac. Dopóki nie było pewności co do położenia granic (a pamiętajmy, że ziemie te były niemieckie przez kilkaset lat), przeznaczenie sztolni było tajemnicą której nie było dobrze dociekać. Istnieją podejrzenia, że ogłoszenie Wrocławia – twierdzą bronioną do ostatniego żołnierza nie wynikało ze znaczenia strategicznego tego miasta, lecz było „zasłoną dymną” mającą odciągnąć front od Gór Sowich na czas jaki jest potrzebny na ewakuację rozpoczętej budowy lub, przy odrobinie szczęścia – na całkowite ominięcie przez front tego obszaru – co się zresztą udało. Podziemne instalacje zostały zajęte dopiero po wojnie i szybko porzucone.

 

Czy istnieją dalsze korytarze skrywające tajemnice – trudno powiedzieć. Podobno ktoś kiedyś opowiadał o innych wejściach, ale niczego dotychczas nie odnaleziono. Prace z użyciem georadaru podobno wykazują kolejne puste przestrzenie, ale każdy kto miał do czynienia z tym urządzeniem, wie, jak niejednoznaczne są uzyskiwane przy jego użyciu obrazy.

 

Dlaczego więc mogło to być laboratorium? Pierwszą wskazówką są rozmiary korytarzy, przygotowane raczej na niewielkie, za to doskonale chronione pomieszczenia, nad którymi przygotowano bardzo pojemne korytarze techniczne przeznaczone na różnego rodzaju instalacje. Ich budowa w miejscach przypominających kopalnie, wykutych w twardej i stabilnej skale była doskonała do pracy w materiałami rozszczepialnymi. Promieniowanie było pochłaniane przez skałę, a ryzyko związane z możliwością utraty kontroli i rekcją łańcuchową minimalizowało rozbicie laboratorium na kilka niezależnych, oddalonych od siebie kompleksów.

 

Czy ogromny szyb miał być silosem na eksperymentalną rakietę V2 przystosowaną do przenoszenia głowicy atomowej to trudno powiedzieć, bo jego budowa nie doczekała się nawet betonowego szalunku. Poza tym, szyb ten jest uszkodzony i nie daje się do końca odkopać. Czy jest to celowe naruszenie skały czy też po pechowo trafiono na warstwę kruchej skały – także trudno wyrokować. Wiele odpowiedzi powinien przynieść czas, bo badania są cały czas prowadzone – i choć są to badania prowadzone przez grupę zapaleńców, to ciągle mamy szanse na kolejne odkrycia, zwłaszcza, że jeśli kompleks REISE był budowany jako obiekt atomowy – to badania poszły tak bardzo do przodu, że nikt nie jest zainteresowany by cokolwiek tu utajnić.

 

 

Za hipotezą laboratoriów jądrowych przemawia także fakt, że fundamenty „siłowni”, zawierające jakieś dziwne instalacje i zbiorniki wodne, przypomina fundamenty pierwszych reaktorów atomowych. Co prawda w elektrowniach atomowych, istotne jest chłodzenie, a na to w pobliżu szczytu trudno liczyć, jednak reaktory atomowe to nie tylko reaktory przeznaczone do produkcji energii, ale przede wszystkim – do produkcji kolejnych pierwiastków promieniotwórczych, które mogłyby znaleźć zastosowanie w inicjatorze reakcji. Inicjator jest elementem który ma za zadanie wytworzyć ogromną ilość neutronów w bardzo krótkim czasie. Problemem w uzyskaniu wybuchu atomowego – jest to, że reakcja łańcuchowa przebiega zbyt wolno i zanim przereaguje choćby część materiału jądrowego, to ilość energii jaka się wytworzy, doprowadzi do jego odparowania i przerwania reakcji.

 

To co jednak zastanawia – to brak w okolicy miejsc w których można byłoby przerabiać rudę uranu. W promieniu kilkudziesięciu kilometrów nie znajdziemy jakiejkolwiek huty, a trudno izolować uran w inny sposób. Choć z drugiej strony, może instalacje wodne „siłowni” maiły służyć do płukania uranu – na tyle ciężkiego, by można bo było izolować w podobny sposób do płukania złota.

 

Hipoteza, że zbiorniki wodne „siłowni” i zbiorniki w pobliżu „kasyna” miały służyć do produkcji betonu którego ogromne ilości pochłaniała budowa kompleksu – raczej trudno utrzymać. Stałe instalacje niespecjalnie dobrze sprawdzają się w przypadku betonu, który ma tendencje do wiązania i zapychania stałych połączeń rurowych.

 

Czy mamy więc to do czynienia z rozpoczętą budową laboratoriów? Dopóki nie uda się odnaleźć dokumentów które rzuciłyby światło na historię najnowszą, możemy tylko snuć mniej lub bardziej prawdopodobne przypuszczenia.

 
Opinie
 
Facebook
 
  
1824 wyświetlenia

numer 9/2017
2017-09-01

Od redakcji
Elektronika
Felieton
Historia
Literatura
Psychologia
Rozmaitości
Sztuka życia
Wakacje

nowyOlimp.net na Twitterze

nowy Olimp - internetowe czasopismo naukowe dla młodzieży.
Kolegium redakcyjne: gaja@nowyolimp.net; hefajstos@nowyolimp.net