Literatura 
 
Baranek Śmierci
Gabriela Tyńska
Kim była? Zwyczajną dziewczyną, która od dwóch lat z niczym nie mogła sobie poradzić. Jej najlepsza przyjaciółka? Obraziła się o byle głupotę i porzuciła ją jak psa. Egzamin do wymarzonej szkoły plastycznej? Oblany. A rodzice? Zamierzają się rozwieść, bo jest między nimi "za duża niezgodność charakterów"...

Uciekła z domu.

To okazało się silniejsze od niej. Miała już tego wszystkiego dosyć.

Kim była? Zwyczajną dziewczyną, która od dwóch lat z niczym nie mogła sobie poradzić. Jej najlepsza przyjaciółka? Obraziła się o byle głupotę i porzuciła ją jak psa. Egzamin do wymarzonej szkoły plastycznej? Oblany. A rodzice? Zamierzają się rozwieść, bo jest między nimi "za duża niezgodność charakterów". To prawda, ona pamiętała każdą niemalże kłótnię, każde proszenie ojca o pieniądze. Bo ojciec był skąpy odkąd tylko sięgała pamięcią. Jej matka wytrzymywała to tak długo, aż w końcu - rozwód! Na początku ta wiadomość zszokowała ją, nie chciała tego. Wokół jednak spotykała się z niezrozumieniem, każdy popierał decyzję jej rodzicielki. A do tego samotność. Paląca samotność oraz chęć poznania kogoś bliskiego, naprawdę bliskiego. Pragnienie zrozumienia, pocieszenia. A może nawet miłości?

Z tego wszystkiego została początkującą poetką. Choć była żółtodziobem, robiła to niemal w każdej wolnej chwili i tylko to dawało jej ukojenie. Choć było marne, zawsze po przelaniu swoich uczuć na papier odczuwała lekką ulgę. Jej własna forma autoterapii.

Gdy do tego wszystkiego doszło zauroczenie pewnym chłopakiem z okolic jej rodzinnego miasta w południowej Polsce uwierzyła, że los wreszcie sie do niej uśmiechnął. Niestety akurat pracował u wujka w Holandii, więc pozostawały im do dyspozycji tylko długie wieczorne rozmowy przez telefon oraz setki wiadomości wysłanych przez Internet. Znała go praktycznie od dziecka, ale w miarę upływającego czasu, wyraźnie czuła, że jest jej coraz bliższy. W końcu potrafiła określić, co do niego czuje - zauroczenie. Uczucie niewinne, ale i napawające ją szczęściem. Gdy o nim myślała, wszystkie kłopoty oraz negatywne uczucia stawały się jakby odrobinę mniej bolesne.

Niedługo potem on wyznał jej to samo. Ach, co za radość! Kto wie, może to właśnie on jest jej wymarzoną drugą połówką? Do zauroczenia doszły fantazje: wyobrażała sobie, że kiedy już się spotkają, spędzą długie minuty na przytulaniu się, na okazywaniu sobie czułości, a może nawet... A może nawet coś więcej?

Nareszcie, po wielu dniach, po wielu rozmowach dostała od niego wiadomość - "Wracam do Polski"! Jej rodzice oczywiście nie wykazali tym zbytniego zainteresowania, za bardzo zajęci sprawami rozwodowymi. Po wyznaczeniu terminu spotkania oraz miejsca pozostało jej tylko odliczać dni.

W końcu nadeszła długo oczekiwana pora. Jej radość sięgała zenitu. Udało jej się odnaleźć kogoś, kto ją wesprze, pomoże w trudnych chwilach, będzie przy niej!

Ale... Wymarzone spotkanie nie przebiegło tak, jak tego chciała.

Już w chwili, kiedy zobaczyła go w oddali, przy umówionej fontannie w parku, wyczuła, że coś jest nie tak. Podchodziła do niego z rosnącym niepokojem. "Co jest?", pomyślała pełna obaw, "Przecież tak się cieszył, że mnie zobaczy..."

Przywitali się, jednak to przywitanie różniło się od reszty tych wszystkich innych. Nie było w nim radości. Raczej napięcie rosnące z każdą minutą. Przytulił ją mocno, ale zaraz puścił. Ten krótki gest jednak wystarczył, żeby nieco uspokoić jej nerwy. Dalsze pół godziny spędzili na chodzeniu alejkami, rozmawianiu o swoim życiu oraz snuciu planów na przyszłość. Dziewczyna zauważyła, że nie był wobec niej tak bardzo rozmowny, jak przez telefon. Wreszcie, kiedy po niedługim czasie rzucił coś o zakończeniu spotkania, nie wytrzymała.

- Dlaczego? - spytała z wyrzutem. - Dlaczego tak dziwnie się zachowujesz? Myślałam, że będziesz bardziej... Czuły...

W odpowiedzi westchnął ciężko. Zaraz potem chwycił ją za ramiona i wbił w nią nieco zatroskane spojrzenie. Przyjemny nastrój zniknął w jednej chwili.

- Wiesz, jest coś, o czym muszę ci powiedzieć - zaczął poważnym tonem.
- T-tak? - zapytała, czując niemiły dreszcz na plecach.
- Wybacz mi, ale ja... - ciągnął. - Niestety już nic do ciebie nie czuję... Przepraszam.

Dziewczyna popatrzyła na niego z niedowierzaniem.

- Co?! - zawołała. - Jak to nic?!

Spuścił wzrok, wyraźnie zawstydzony.

- Eee... Przepraszam - powtórzył. - Przez ostatnie miesiące byłem pewien, że jest to uczucie bliskie miłości, ale niestety... Wygasło.

Nagle uderzyła go. Był to szybki policzek, wręcz niekontrolowany. On tylko uśmiechnął się gorzko.

- Ty...! - rzuciła przez ściśnięte z emocji gardło. Jak mogła tak się przeliczyć?
- Masz prawo być na mnie zła - dodał ze spokojem. - Choć wciąż jesteś dla mnie ważna. Teraz jako przyjaciółka.

Odsunęła się od niego. Nie spodziewała się wcale właśnie takich słów. Nie była przygotowana na to, że jej uczucia pozostaną wyłącznie w sferze marzeń...

A potem, nie panując nad łzami, uciekła jak zwykły tchórz.

Gdy dotarła do domu, wypróbowała ostrość kuchennego noża. Na własnym nadgarstku. Wiedziała, że to tak naprawdę nic nie da, wiedziała, że to najgłupsza rzecz, jaką może teraz zrobić, musiała jednak odreagować doznane właśnie upokorzenie. To był jeden jedyny raz.

Po srebrnym ostrzu, który pozostawił po sobie cienką białą linię, nadszedł czas na wiersze. Wiele, wiele wierszy o złamanym sercu, nożu w plecach, cierpiącej duszy oraz samotności i nieszczęściu. Nie miała nikogo, kto by jej pomógł - rodzice zbyt zajęci sobą, a z „nim” nie chciała mieć nic wspólnego. Los znowu pokazał jej swoją ciemną stronę. Odrzucono ją i nie miała pojęcia, co powinna ze sobą zrobić. Jej serce było w strzępach, podobnie dusza.

Dlatego właśnie uciekła.


Nie liczyła godzin i dni, które spędziła poza domem. Nie obchodziło ją, że rodzice będą się martwić, szukać... Przez ostatnie miesiące wszyscy wokół patrzyli zawsze tylko na siebie, nigdy na nią. Podejmowali ważne decyzje, nie licząc się z jej uczuciami.

Pewnego wieczoru, trzy tygodnie po ucieczce, zmęczona i głodna, położyła się na ławce. Akurat zachodziło słońce, barwiąc horyzont na pomarańczowo. Uśmiechnęła się, po raz pierwszy od wielu dni. Ach, co za piękny kolor... Ostatnio coraz częściej rozmyślała o śmierci. Co by było, gdyby odeszła? Kto szczerze by po niej płakał? Ile osób przyszłoby na jej pogrzeb, a ile zadawałoby sobie pytanie: "Dlaczego już cię nie ma?"

Zamknęła oczy, niezdolna do wstania. Chyba tutaj zaśnie, w końcu i tak nie widziała nikogo w okolicy. Ostatnie promienie słońca tak przyjemnie grzały...

Tak, zasnąć choć na parę chwil. Zaraz, jak to powiedział Hamlet?

"Umrzeć, zasnąć i na tym koniec"...


Obudził ją odległy szum fal. Przyjemny dźwięk. Pamiętała go z czasów, gdy pojechała z rodzicami nad morze, wtedy gdy jeszcze wszystko było w jej rodzinie takie samo... Kiedy to było? Sześć, może osiem lat temu? Otworzyła powieki, a niewyraźne wspomnienie szczęścia zniknęło niczym płomień zdmuchniętej świecy. Wspomnienia to tylko wspomnienia, liczy się teraźniejszość. A co było... Teraz? Tylko ból, niezrozumienie, samotność oraz chęć ucieczki. Ile tak naprawdę trzeba zapłacić, żeby poczuć smak prawdziwego szczęścia?

Nagle usłyszała głos.

Usłyszała go wyraźnie, gdzieś nad sobą. Głęboki i męski. Zainteresował ją.

- Więc pragniesz szczęścia, moja biedna duszo?

To pytanie poirytowało ją. Czy tego po niej nie widać?

Wstała powoli, chwiejąc się na nogach. Ku jej zaskoczeniu, stała na bezkresnej plaży. Czuła ciepły piasek przesypujący się między palcami, a w oddali szumiały fale, słychać było również krzyki mew. Zaraz potem dostrzegła kogoś tuż przed sobą.

Chłopaka, nieco starszego od niej. Był ubrany cały na czarno. Wiatr targał jego krótkie, czarne włosy. Wpatrywał się w nią badawczo ciemnymi oczami, w których tańczyły czerwone iskierki.

- Kim jesteś? - zapytała szeptem.

Obcy posłał jej lekki, niemal złowróżbny uśmiech, po czym odpowiedział:

- Ja jestem tym, co ludzie nazywają śmiercią. A ty właśnie mnie zapragnęłaś.

Otworzyła szerzej oczy, ale milczała. Czy naprawdę chciała umrzeć? Odejść na zawsze?

- Dokładnie tak - ciągnął tamten, podchodząc do niej. - Znam wszystkie twoje marzenia, pragnienia, wiem, ile cierpienia przeżyła twoja dusza...

Przy ostatnim słowie położył jej dłoń na nadgarstku, na tym, gdzie miała bliznę. Pogładził ją lekko i popatrzył jej w oczy.

- Naprawdę? - zapytała z nagłym wzruszeniem.
- Owszem - padła odpowiedź. - Ostatnie miesiące twojego życia były pasmem niepowodzeń i złudnego szczęścia. Ach, tyle nierozumienia, tyle niepotrzebnego bólu...
- Pomożesz mi? - odezwała się słabym głosem. - Jak sama śmierć może mi pomóc?

Zanim odpowiedział, przytulił ją szybkim ruchem. Zaskoczona otworzyła szerzej oczy.

- Czasem to jedyny ratunek przed całym złem tego świata - ciągnął. - Ludzie uważają mnie za coś złego, a tak naprawdę potrafię przynieść coś dobrego.
- To znaczy? - spytała cicho, przymykając powieki, wciąż trwając jego objęciach. Po raz pierwszy było jej z kimś tak przyjemnie. Nawet, jeżeli miał to być już jej koniec, jej ostatnie chwile.
- Kiedy ludzie czują, że brak im sił na walkę z życiem, z bliskimi, na znoszenie irytujących osób wokół albo też po prostu nie widzą innego ratunku, po prostu... Jest wielu takich, jak ty.

Poczuła dreszcz na plecach.

- Boisz się mnie? - rzucił nagle. - Czy nie tego właśnie pragniesz? Mogę dać ci upragnione przez ciebie ukojenie duszy, serca... Sprawić, że wszystkie twoje problemy znikną raz na zawsze.

Odwróciła wzrok. Była tak zmęczona, czuła taką bezradność, że bez wahania przyznałaby Śmierci rację. Tak, ile ona by dała za równowagę psychiczną! Nawet... Nawet własne życie...

- Oddaj mi się, a zapewnię ci wieczny spokój - mówił dalej chłopak. - Pomyśl, jaki jest sens żyć w świecie, gdzie nawet własna rodzina nie bierze na poważnie twoich uczuć, twojego zranionego serca?
- Oni wszyscy... - zaczęła ze łzami w oczach. - Oni wszyscy ciągle mnie ignorują i...

Nie dał dziewczynie skończyć, kładąc palec na jej ustach. Znowu spojrzał na nią uważnie, po czym pocałował. Natychmiast wyczuł, jak nieruchomieje, zdumiona tym nagłym gestem. Sam zaś poczuł zadowolenie. Ach, jak prostym stworzeniem jest człowiek - wystarczy tylko odpowiednio zagrać na jego emocjach, a już zaprzestaje swojej walki. Osoba, którą właśnie miał przed sobą, niczym nie różniła się od dziesiątek jej podobnych, mniej lub bardziej zranionych.

Jego mała, głupia, bezradna owieczka.

- Chcesz wrócić? - zapytał szeptem, głaszcząc ją po włosach. - Zawsze możesz. To jest twoja decyzja.

Pokręciła głową. Powrót oznaczał ból, a od bólu pragnęła uciec.

Na twarzy Śmierci pojawił się lekki uśmiech. Złapał ją w swoje sidła, już mu nie ucieknie. Zginie, a on zaspokoi dręczący go głód - głód ludzkiego życia. W następnej chwili zaczął ponawiać pocałunki, które stawały się coraz to namiętniejsze, zachłanniejsze. Choć nie śpieszył się, czuł, jak dziewczyna z każdą chwilą słabnie w jego ramionach.

Tak, słabła. Gdzieś w głębi swojej udręczonej duszy wiedziała, że to jest już koniec, że odwrotu nie będzie, ale... Niczego nie żałowała. Niczego, nikogo. Obecnie znajdowała się na plaży, siedziała na piasku w objęciach tajemniczego, ale i intrygującego chłopaka. Po raz pierwszy ktoś okazał jej taką czułość. W oddali słyszała szum morza oraz krzyki mew. Wreszcie mogła odsunąć od siebie dręczące ją myśli, wspomnienia.

Nagle po jej policzku potoczyła się samotna łza, która szybko została starta przez palec chłopaka. Wtedy w jej głowie pojawiła się nagła, jednak już ostatnia myśl.

"Przynajmniej odejdę szczęśliwa..."

 
Opinie
 
Facebook
 
  
4103 wyświetlenia

numer 9/2017
2017-09-01

Od redakcji
Elektronika
Felieton
Historia
Literatura
Psychologia
Rozmaitości
Sztuka życia
Wakacje

nowyOlimp.net na Twitterze

nowy Olimp - internetowe czasopismo naukowe dla młodzieży.
Kolegium redakcyjne: gaja@nowyolimp.net; hefajstos@nowyolimp.net